Menu

Urzeczona

Kontynuacja bloga istniejącego od kwietnia 2016 do lutego 2018.Refleksje, przemyślenia, zapisy obserwacji.Przepisy kulinarne i opinie o odwiedzanych kawiarniach.Amatorskie recenzje książek.

ZaBOOKowana: "Blondynka na Wyspie Zakochanych" Beata Pawlikowska

urzeczona

ksika

- Where have you been all my life? – wyszeptał Danny drugiego wieczoru.

Znaliśmy się właściwie mniej niż dzień. Spotkaliśmy się przez przypadek w samochodzie,
który zabrał nas do piramid w ruinach miasta Majów w zachodnim Belize.
Potem usiedliśmy razem na kawę. Umówiliśmy się na śniadanie następnego dnia.
I już się nie rozstaliśmy.

(Beata Pawlikowska, „Blondynka na Wyspie Zakochanych”)

… tak może zaczynać się tylko marnej jakości romansidło. I będziesz tak nadal myśleć, jeśli nie przekonasz się na własnej skórze… tfu!... na własne oczy, że taki wstęp bynajmniej nie jest banalny, lecz odzwierciedla fakt z życia wzięty. A życie nie jest banalne, niczyje życie. A Beata Pawlikowska swoim życiem i relacjami z podróży – dookoła świata i w głąb siebie – uwypukla tę prawdę.

„Blondynka na Wyspie Zakochanych” to relacja z podróży do Belize, do miasteczek Majów, potem do Salwadoru. Relacja podróżnicza z wątkiem miłosnym w tle, gdyż to w Belize pani Beata poznała Danny’ego, pochodzącego ze Stanów Zjednoczonych podróżnika, fotografa, kiedyś prawnika. To nie tylko słodkie opowiastki podróżnicze, pełne niewybrednego humoru, i uwagi na temat ludzkich przywar i zachowań…

Kiedyś ludzie podziwiali widoki, a teraz podziwiają siebie na tle widoków.
Kiedyś stawali na wprost wodospadu, dżungli, piramidy Majów albo Pachu Picchu w Imperium Inków,
z przejęciem chłonęli to, co w swej urodzie podsuwał im świat.
Kiedyś nawet rzadko kto był szczęśliwym posiadaczem aparatu fotograficznego, żeby móc ten moment utrwalić na kliszy.
Można było tylko patrzeć i sycić swoje serce.
Potem pojawiły się aparaty cyfrowe, z którymi ludzie
– zamiast patrzeć, kontemplować i cieszyć się światem –
byli pochłonięci utrwalaniem go na niezliczonych zdjęciach.
Potem przyszła era smartfonów i kijków od selfie.
I tak jak kiedyś człowiek stawał twarzą do cudu świata i podziwiał go całym sercem,
tak teraz odwraca się do niego plecami, żeby móc sfotografować swoją własną twarz na tle niezwykłego miejsca.

… lecz i wzmianki o trudnej historii, która zostawiła piętno wojny domowej na mieszkańcach Salwadoru. Z charakterystyczną dla siebie pogodą ducha, żywi jednak nadzieję, że Salwadorczycy doczekają kiedyś dnia, gdy „zapomną o tym, że [zbierane przez nich dojrzałe pomidory] mają kolor krwi”.

Nie jestem wielką miłośniczką książek podróżniczych, jednak ta książka niezwykle mnie pochłonęła. Gdy ją czytałam, widziałam domy tamtejszej ludności, czułam zapach tradycyjnych kukurydzianych placków z fasolą i innymi warzywami, czułam gorące słońce smagające moją twarz i rozgrzewające każdy zakątek ciała (mimo że powinno mi było być lodowacie zimno, gdy czekałam w otchłaniach polskiego stycznia na przystanku autobusowym). Być może lektura ta przełamie złą passę i zwrócę większą uwagę na książki podróżnicze, dam im ponownie szansę. Zdążyłam już nawet namierzyć w bibliotece „Blondynkę w Japonii”…

Jeśli zobaczysz kiedyś na mapie wioskę, do której nie prowadzi żadna droga, koniecznie tam się wybierz.
Drogi ułatwiają życie, a jednocześnie je uśredniają.
ączą odległe miejsca, ale tym samym upodabniają je do siebie.
Bo przecież wielkimi samochodami można wszystko przewieźć
- telewizory, łóżka, samochody, beton do budowy domu i ozdobne świeczniki (…).
Hulajnogi dla dzieci i hulajdusze dla dorosłych.
Te same plastikowe miski, piórniki i zabawki. (…)
Kiedy nie ma drogi, życie staje się trudniejsze.
Jest jak przygoda, jak wyzwanie, któremu trzeba sprostać.
To zawsze budzi w ludziach większą siłę, samodzielność i kreatywność.
Niektórzy oczywiście zaraz wyprowadzą się do łatwiejszych miejsc.
Ale pozostali będą bardzo wyjątkowi. Jedyni w swoim rodzaju.
Dokładnie tak samo, jak miejsce, w którym przyszło im żyć.

Kartka

© Urzeczona
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci