Menu

Urzeczona

Kontynuacja bloga istniejącego od kwietnia 2016 do lutego 2018.Refleksje, przemyślenia, zapisy obserwacji.Przepisy kulinarne i opinie o odwiedzanych kawiarniach.Amatorskie recenzje książek.

Z motyką dawniejbyłolepiejową na słońce XXI wieku

urzeczona

Teraz

To, co nowoczesne, jest ulotne. Taka myśl ostatnio nieustannie pojawia się w mojej głowie. Kiedyś wywoływane zdjęcia, listy, książki...

A teraz...

Zdjęcia gromadzone w niezliczonych ilościach na laptopach, komórkach, wszelkich nośnikach danych. Sms-y, konwersacje na Messengerze. I te e-booki. A to wszystko takie… ulotne. Nieraz myślę, że wystarczy nagle odciąć ludzkość od dostępu do internetu albo dopuścić do sytuacji, gdy narzędzia elektroniczne odmówią posłuszeństwa, zbuntują się i pozostaje… nic.

Może i taki tok myślenia nie przystaje do dziecka końca XX wieku, dojrzewającego i dorastającego w wieku XXI, ale przedstawiona powyżej wizja wydaje mi się możliwa. Taka jestem – do tego, co na papierze, do tego, co mogę wziąć do rąk, dotknąć, mam zaufanie. Ufam, że będzie trwało „pomimo”, że tu i tam będę to mogła ze sobą wziąć i jeśli nie strawi tego np. ogień, to to po prostu będzie.

Wywołane zdjęcia, napisane długopisem na kartkach listy, tradycyjne książki – to wszystko będą mogły ujrzeć, przejrzeć, zatrzymać dla siebie moje dzieci, wnuki. A jaką wartość, poza użytkową, mają elektronicznie posiadane zdjęcia, książki, korespondencje?

Że to romantyczne, że to bezsensowne, tkliwe, czułostkowe?...

Być może. Wiem jednak, jak napełnił moje serce widok zeszytu Babci z tekstami piosenek, spisanych na początku lat 60. Jakim uczuciem napełnił mnie ten widok, ten zapach starego zeszytu… Taka pamiątka już jest bezcenna, gdy szczęśliwie Babcia jest z nami. Podobnie, zeszyt z przepisami kulinarnymi Mamy. Że są książki kucharskie? Ba! Że są internety z ogromnymi pokładami przepisów na zawołanie, na wyklikanie w Googlach? Lecz czy nie pewniej, przyjemniej przygotowywać potrawy czy piec ciastka, gdy wiem, że już kiedyś ktoś – ktoś tak mi bliski – to piekł czy gotował? Skoro jemu się udawało, to i mnie się uda. To sprawdzone, to pewne.

Czarno-białe rodzinne zdjęcia… A co po nas odziedziczą nasze wnuczęta? Co pokażemy naszym dzieciom, opowiadając o naszym życiu?

Daleko mi jednak od podejścia „dawniej wszystko było lepsze”, a tym bardziej od „za moich czasów…”. Widzę i doceniam (no dobra, staram się doceniać) możliwości stwarzane przez nasze czasy. Samo to, że mogę tu pisać, mogę się dzielić tym, czym chcę, właściwie bez większego wysiłku organizacyjno-technicznego. Dawniej mogłabym pisać teksty w wielu egzemplarzach na kartkach i rozdawać je wśród  znajomych, przechodniów, przypadkowo spotkanych osób. A teraz mam łatwiej, po prostu. Mogę szybciej i efektywniej docierać do potencjalnych czytelników, którzy zechcą czytać moją iście wolną, radosną mniej lub bardziej, twórczość. Z kwestii technicznych, piszę i bez żadnego problemu mogę coś edytować w dowolnym momencie, coś usunąć, coś dodać, coś zmienić. Pisząc na maszynie do pisania nie byłoby tak łatwo. A kiedyś ludzie tak pisali całe księgi! Ba! Całe księgi to i ręcznie były przepisywane (nie, nie pamiętam tych czasów).

Romantyczna jest wizja ręcznego pisania przy świetle świec, ale… mimo wszystko, sama bym tak nie chciała, chyba że dla chwilowej fanaberii i w przypływie melancholijnego nastroju (bądź przy chwilowej przerwie w dostawie prądu).

Internet to możliwość dotarcia do szerszej grupy ludzi, których w zwyczajnych okolicznościach nie bylibyśmy w stanie poznać, z którymi nie moglibyśmy nawiązać kontaktu. To, co stwarza zagrożenie, to przedkładanie wirtualnych znajomości ad hoc nad znajomości w tzw. realu. Czyli znowu kłania nam się zasada złotego środka.

Internet to skarbiec artykułów na wszystkie tematy, do których ciężko byłoby dotrzeć (choćby dlatego, że może nawet by nie powstały ze względu na cięższe do pokonania bariery techniczne, finansowe itp.). To filmy na YouTube, które nierzadko są naprawdę wartościowe i nie należy wszystkich YouTuberów traktować jako celebrytów na 5 minut, którzy tworząc własne kanały chcą tylko zyskać sławę i bogactwo (z marnym skutkiem, zazwyczaj). Wspomnę choćby o moich ulubieńcach: Ojcu Adamie Szustaku OP, Joli Szymańskiej, Beacie Pawlikowskiej (choć Ona zasłynęła w zgoła innych okolicznościach i na innej drodze), Weronice Kostrzewie.

Podobnie, nie zamierzam odcinać się od zwyczaju pisania sms-ów. Sama wysyłam ich mnóstwo i uważam je za wygodny sposób szybkiej komunikacji. Popieram jednak, aby – w ferworze krótkich wiadomości tekstowych, do których nie sposób będzie kiedyś powrócić – pamiętać, by od czasu do czasu napisać liścik lub całkiem długi list do ukochanej lub ukochanego, przyjaciela czy przyjaciółki.

Cieszę się również z tego, że nie mam pudeł pełnych złogów nieudanych zdjęć, na których zamiast twarzy cioci Basi widać liścia, zamiast pięknych błękitnych oczu – czerowonokrwiste oczodoły wujka Zdziska. Możliwość robienia większej liczby zdjęć i ich późniejszej selekcji przed wywołaniem uważam za niezwykle cenną i nie zamierzam od niej stronić.

Umiar nade wszystko. Złoty środek. Przychylne rozważanie spuścizny, którą odziedziczyliśmy po rodzicach, dziadkach, pradziadkach, przy krytycznym (bynajmniej nie w negatywnym znaczeniu) spojrzeniu na możliwości rodzące się na naszych oczach.

Potem

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Lola] *.play-internet.pl

    Kochana Urzeczona,
    pięknie napisane przemyślenia :)Cieszę się, że dzielisz je z nami. Jednak mam nieco inne spojrzenie na sprawę pamiątek. Często dostrzegamy dary przeszłości w listach, przesuszonych kwiatach, czy starych zdjęciach. Zapominamy przy tym, że wspomnienia, które chcemy zachować, mamy we własnym umyśle. Bóg obdarzył nas rozumem, wyobraźnią, ale także "małą półeczką" w głowie na zachowanie tego, co kochamy. Wiesz, co jest piękne w rozmowie? To, że możemy przekazać swoim dzieciom, znajomym, ważnym dla nas osobom w słowach (używając czasu przeszłego) nasze przeżycia. Nic tak nie pobudza, rozśmiesza, zasmuca i zaciekawia, jak mowa, głos. Sama nie robię zdjęć, a jeśli już, to tylko żeby zobaczyć ich piękno. Nie przejmuje się brakiem prądu, internetu. Dla mnie wszystko może zniknąć nawet jutro. Zapytasz dlaczego? Świat jest, jak kruche ciasto...rozkoszujmy się nim, bo może szybko rozpaść się na kawałki. Nie lubisz ciasta? Nie szkodzi, bo i tak pobrudzi Ci podłogę. Myślę, że zrozumiesz :) Pozdrawiam !

© Urzeczona
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci