Menu

Urzeczona

Kontynuacja bloga istniejącego od kwietnia 2016 do lutego 2018.Refleksje, przemyślenia, zapisy obserwacji.Przepisy kulinarne i opinie o odwiedzanych kawiarniach.Amatorskie recenzje książek.

Kraków jeszcze nigdy tak jak dziś...

urzeczona

Sukiennice

Kraków. Miasto, które można albo kochać, albo nienawidzić.

Kraków to miasto, które można lubić lub nie lubić. Można się w nim czuć jak ryba w wodzie albo jak zahukana mysz kręcąca się w kołowrotku, z którego nie może zbiec.

Kraków to miasto szumu, chaosu, pędu. To ucieleśnienie miasta z międzywojennego manifestu Awangardy Krakowskiej autorstwa Tadeusza Peipera. Codzienne tłumy ludzi przewijające się przez krakowskie aleje, ulice i uliczki, szum samochodów, tramwajów, autobusów. Ludzie w biegu, wśród których stosunkowo nieliczni żyją swym spokojnym tempem – turyści czy też osoby starsze, ewentualnie pozostali, którym akurat się nie spieszy. Odór spalin, słynny krakowski smog (wcale nie taki największy w Krakowie, lecz nierzadko przede wszystkim w miejscowościach ościennych).

Ale to też miasto – pomnik naszej historii i kultury. Pamiątka pozostawiona nam przez przodków. Miasto, które II wojna oszczędziła w porównaniu chociażby ze zburzoną, zrównaną z ziemią Warszawą. Kraków to babcie i dziadkowie „obwarzankowi”, którzy sprzedają te słynne krakowskie wypieki, całymi dniami siedząc przy objazdowych wózkach przy większości uliczek okolic Rynku oraz w wielu innych punktach miasta. Kraków to mnóstwo starych kościołów, muzea, kawiarenki, restauracje. To hejnał z wieży mariackiej. To uczelnie, w tym ta najstarsza w Polsce – Uniwersytet Jagielloński. To uliczni grajkowie, których zazwyczaj mijamy nie zwracając ku nim naszej uwagi, lecz wśród nich również ci, którzy czasami poruszają nieznane rejony naszych serc bądź po prostu pobudzające nogi to tańca.

Kraków to miasto, które trzeba oswoić. Szczęściarzami w tym kontekście są rodowici krakowianie, poznający swą małą ojczyznę od samego początku, dorastający wraz z rozwojem miasta. Ja, od zawsze i na zawsze związana z moim rodzinnym podkarpaciem oraz Dębicą – miasteczkiem dzieciństwa, bez względu na to, którędy poprowadzi mnie w życiu los, przebyłam długą drogę, aby Kraków polubić. 5 lat studiów to czas ciągłych zmian uczuć, którymi darzyłam stolicę Małopolski. Początkowe strach, niepewność i ścisk w gardle poprzez zmieszane odczucia fascynacji, zaciekawienia, irytacji i udręczenia przeradzały się stopniowo w przyzwyczajenie i zaczątki przeczucia, że nie jestem tutaj całkiem obca i że mogę się tutaj poczuć choć trochę u siebie. Choć do poczucia spokoju i bezpieczeństwa jeszcze długa droga, którą być może będzie mi dane przebyć. W sercu ciągle czuję silną więź z Dębicą.

Lecz Kraków lubię. Lubię za nowoczesność przeplatającą się z tradycją i historią. Za otwartych ludzi, których różnorodność jest nieograniczona. Za panie jadące tramwajem i jednocześnie wyszywające na drutach bądź szydełkujące. Za turystów ze wszystkich stron świata, którzy z uśmiechem pytają o drogę i serdecznie dziękują. Za mnóstwo sklepów, w których można kupić wszystko, czego się zachce, w przeróżnych cenach. Za muzea, za kościoły na każdym kroku, za przyuliczne, niepozorne tabliczki, na które zbyt rzadko zwracamy uwagę. Za klimatyczne kawiarenki, wśród których przoduje Lajkonik, a ostatnio również Cukiernia Jagiellońska przy ul. Jagiellońskiej, założona w I połowie lat 30. XX wieku. Za parki miejskie, w tym Park Krakowski dający odrobinę wytchnienia po całym dniu siedzenia w murach budynków. Za planty, za Rynek. Za łatwość zwalczenia codziennej nudy, która każdego może dopaść.

Kraków to spotkanie Ukochanego, mieszkanie z Przyjaciółkami, wspaniałe i owocne 5 lat studiów. Powoli, powoli moje locus horridus przeobraża się w moje drugie miejsce na ziemi.

Krakw

© Urzeczona
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci