Menu

Urzeczona

Kontynuacja bloga istniejącego od kwietnia 2016 do lutego 2018.Refleksje, przemyślenia, zapisy obserwacji.Przepisy kulinarne i opinie o odwiedzanych kawiarniach.Amatorskie recenzje książek.

5 lat, ot tak

urzeczona


Kwiaty

5 lat pokonywania własnych obaw i słabości. Pokonywania niewiary w siebie i strachu przed przyszłością. Brnięcia przez kolejne przeszkody, podejmowania kolejnych wyzwań. Ignorowania podszeptów złego, że nie dam rady, że świat wcale mi nie sprzyja i że nic nie pójdzie po mojej myśli.

5 lat zdobywania przekonania, że nie da się wszystkiego zaplanować, że czasami jedyną rozsądną rzeczą jest zaufanie Ojcu i powierzenie mu wszystkiego. Uczenia się, by odpuścić i nie próbować objąć swoim umysłem, kalendarzem, terminarzem, karteczkami-niezapominajkami, gdy wszystkiego jest za dużo na raz. Odkrywania tej prawdy, że brak planu i niezamartwianie się "na zapas" wcale nie spowoduje, iż wszystko "nieomartwione" i niezaplanowane będzie zmierzało fatalistycznie niepomyślnym dla mnie torem.

5 lat przekonywania się, że chcieć, to móc, że ode mnie i moich chęci ogromnie dużo zależy. Odkrywania na własnej skórze prawdy, że każdy jest kowalem własnego losu. Uczenia się, iż narzekanie, zazdrość (choć z nią walczyłam), tęsknota za lepszym, żal, frustracja nie stanowią siły twórczej.

5 lat odkrywania własnych umiejętności i dostrzegania możliwości. Wymagania od siebie i walki o swoje.

5 lat budowania związku z Ukochanym. Co prawda, pięciu lat się nawet nie znamy, lecz mam wrażenie, że zanim się poznaliśmy budowałam siebie i poczucie własnej wartości, by móc wkroczyć w związek.

5 lat pogłębiania przyjaźni i poznawania się z Przyjaciółkami. Nauki szczerości, otwartości, wyrozumiałości. Zderzania moich słabości z ich słabościami oraz nauki ich akceptacji.

5 lat studiów. Zdobywania wiedzy i umiejętności, które sprawiły, że w wielu sferach życia inaczej patrzę na rzeczywistość. Zdobywania pewnej intuicji w rzeczywistości prawnej, społecznej, politycznej.

5 lat odchodzenia powoli z rodzinnego domu. Bolesnego doświadczenia ustawicznej tęsknoty za rodzinnym miastem i rodziną. Budowania relacji z Mamą na innym poziomie, paradoksalnie głębszym - dzięki długim rozmowom telefonicznym (gdy byłam ciągle w domu, mniej rozmawiałyśmy!).

5 lat poznawania Krakowa, zwiedzania, spacerowania, oglądania, zapamiętywania, słuchania. Zagłębiania się w tę kulturę i tradycję. Zapadania się w szumie i tonięcia w tłumie. Przekraczania granicy między mną a drugim człowiekiem, którego nie znam, i odczuwania fascynacji ludźmi, ich zachowaniami, czasami również wyglądem.

5 lat poznawania nowych ludzi, z których niektórzy być może pozostaną w moim życiu na dłużej (na zawsze?).

5 lat czytania książek, których nie jestem w stanie zliczyć. Oglądania filmów i chodzenia do kina.

5 lat, które zmieniło wiele, zmieniło mnie, moje życie. Cudowne 5 lat, za które dziękuję. Po prostu. Jestem za nie wdzięczna.

PS. Wybaczcie patos, wybaczcie "ale o co chodzi?" momentami, wybaczcie... No wybaczcie. Lecz są sprawy, które muszę ująć w słowo pisane, by je zapieczętować, zamknąć, zostawić. 5 lat studiów to jedna z takich życiowych, wielkich spraw mojego życia.

KPA

© Urzeczona
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci